Articles Hierarchy
39. Pawlakowie z Krzeska I rozdział. Kliknij.
- 14 Dec 2010
- Saga o Pawlakach z Krzeska.
- 1958 Reads
- 0 Comments
Krzysztof Pawlak - rocznik 56', Siedlczanin z urodzenia, Pawlak z pochodzenia, Prochenka z drugiej puli genów; absolwent siedleckiego liceum Prusem zwanego, studiował na UW i ukończył Wydział Psychologii, magister i niedoszły do skutku doktor (z pracą doktorską do dziś leżącą w biurku), w latach 1988-1994 asystent w Katedrze Psychologii Klinicznej UW, wykładowca zagadnień związanych z psychoanalizą i psychoterapią. Wcześniej psycholog pracujący w Centrum Zdrowia Dziecka i Zakładzie Seksuologii. Po roku 1994 prowadzi tylko praktykę prywatną jako psychoanalityk. Związany z psychoanalizą od roku 1982, najpierw jako analizant w latach 1982-1988, potem praktykujący analityk. Członek założyciel Polskiego Towarzystwa Rozwoju Psychoanalizy, od roku 1987 związany profesjonalnie z psychoanalizą francuską; od roku 1988 animator ruchu lacanowskiego w Polsce, nazywany przez przyjaciół, jak i nieprzyjaciół, pionierem tego odłamu psychoanalizy. Członek założyciel Towarzystwa Psychoanalitycznego "Perspektywa Freudowska", a także "Sinthome"-Grupy Psychoanalizy Lacanowskiej. Jest autorem psychoanalitycznego bloga (www.sinthome.pl, zakładka działalność naukowa, zakładka Psychoanalityczne Panopticum). Od roku 1982 amatorsko studiujący zagadnienia genealogii. Już prawie 30 lat żonaty, ojciec trojga dorosłych dzieci, z których nie sposób jest nie być dumnym.
Czy zatem Pawlakowie zamieszkiwali Krzesk "od zawsze"?
W morzu informacji o mieszkańcach Krzeska, jakie można przepływać, wczytując się w pokaĽne księgi metrykalne bardzo dużej parafii Zbuczyn, jedno staje się pewne - była to jedna rodzina, nieszczególnie rozrodzona jak na warunki historyczno-ekonomiczne XIX wieku, wywodząca się od jednego protoplasty, mająca szczęście przetrwać tylko dzięki olbrzymiej dzietności, co w ówczesnych czasach nie było niczym nadzwyczajnym. Większość Pawlaków w XIX wieku umarła zanim "poznała co to seks". W porównaniu do innych rodzin krzeskich, na przykład Trochymiaków czy Prokopiaków, których w każdym momencie było kilka, co świadczy tylko o tym, że ich protoplaści żyli znacznie wcześniej (najpewniej w XVII wieku, lecz wymaga to dociekań w księgach Skarbu Koronnego np.), Pawlakowie w Krzesku zawsze byli jedną rodziną. I czy oby nie dlatego przez ponad 150 lat dziedziczyli w swym rodzie imię Adam? Nie zaskakuje może sam fakt dziedziczenia, ile jego konsekwencja. Od czasu do czasu imię Adam pojawia się w rodzinach chłopów pańszczyĽnianych z terenu parafii zbuczyńskiej, ale tylko wśród Pawlaków z Krzeska, od roku około 1780, do odzyskania państwowości przez Rzeczpospolitą Polską, zawsze żył jakiś Adam. W żadnym razie nie można mówić tu o przypadku.Czyżby więc Pawlakowie pojawili się w Krzesku jako przybysze? Jeśli tak, to skąd?11 km na północny-zachód od Krzeska znajdują się Krzymosze, w pierwszej połowie XIX wieku leżące na terenie parafii Zbuczyn, na samej granicy z parafią Mordy (dzisiaj to oddzielna parafia). Tam to natykamy się na kolejnych Pawlaków, najstarszych z dotychczas mi znanych przedstawicieli mej rodziny. Dlaczego napisałem mej? W parafii Zbuczyn Pawlakowie zamieszkiwali w dwóch równoległych pasach, na zachodnich granicach tejże parafii (Okniny, Mościbrody, Wólka Wiśniewska) i na wschodniej granicy (Krzymosze, Krzesk, a od 1828 roku Wesółka). Lecz tylko ci ze wschodniej granicy używali imion kluczy: Adam, Rozalia, Łucja i Konstancja. Cały ten zestaw imion, w pakiecie, jest używany przez Pawlaków, najpierw z Krzymosz, potem z Krzeska. Potem z Krzeska piszę, bo po 1825 roku znikają oni z tej wsi, a pakiet imion rodzi się na nowo w Krzesku.(Nie tylko to decyduje, że należy przyjąć pochodzenie Pawlaków z Krzymosz, ale nie będę wgłębiał się w tym miejscu w zagadnienia metodologii badań genealogicznych.) Wystarczy, że dowiadujemy się, że pewnego razu pojawia się w Krzesku Adam I Pawlak. Wszystko wskazuje na to, że musiało to być przed 1780 rokiem. Jego żona Ewa to przedstawicielka tubylczej rodziny krzeskiej - Jagielaków. Może więc mąż osiadł w rodzinnej wsi żony? Wbrew pozorom nie było to takie rzadkie, że mąż zamieszkuje we wsi, z której pochodzi żona.
foto 1.Zofia Chmielewska (1914-1988) i Władysław Pawlak(1908-1985)-ślubne, foto 2 i 3. Zofia i Władysław ok. roku 1970, foto 4. Zosia zd.Dziedzic(1889- ? ) i Andrzej Pawlaka(1878- ? )- rodzice Heleny,Władzi i Janka. foto 5. Władzia Pawlak i Jan Mamcarz ślubne.
W każdym razie nasz Adam jest pierwszym Pawlakiem w Krzesku, tak przynajmniej można stwierdzić w świetle dotychczasowych ustaleń.Kim jest ten Adam? Chłopem pańszczyĽnianym, to jasne, choć w aktach mówią o nim "gospodarz". Więcej o nim mówi jednak co innego. Umiera, w owym czasie w póĽnym wieku, 14. II.1819 roku, mając około 70 lat, już jako wdowiec. Jego najstarszy syn, Kazimierz, oczekuje swego kolejnego dziecka. Tych żyjących ma jak na lekarstwo, syna żyjącego ma tylko jednego. To Michał, jeszcze nawet nie sypnął mu się wąs. Pod koniec września tego samego roku żona Kazimierza, Agata ze Zbuckich, rodzi mu drugiego syna, z którego ust nie usłyszy ojciec nawet słowa "tata". Kazimierz osieraca jego w 3 miesiące póĽniej, sam mając raptem lat 40.
Zdążył jednak nadać mu imię. Syn ledwo narodzony nosić będzie imię swego dziadka. Narodził się Adam II Pawlak.
Część II.
Nie sposób dociec, co zdecydowało, że Adam I Pawlak postanowił osiedlić się w Krzesku. Sama żona z Krzeska to nie wszystko. Mobilność ludności w XVIII wieku była bardzo ograniczona, zwłaszcza w odniesieniu do pańszczyĽnianego chłopstwa. Jeśli już się przenoszono, to raczej do wiosek sąsiednich, pozostających zwykle w jednym kompleksie majątkowym. Czy można przyjąć, że powodem dla Adama była "jego Ewa"? To z kolei wygląda na wsteczne tłumaczenie jakiegoś wydarzenia, używanie współczesnych kategorii dla zrozumienia osobistych wyborów ludzkich sprzed 250 lat. W ten sposób mógłbym napisać wspaniały mit założycielski rodu Pawlaków - "pewnego razu Adam natknął się na "swą" Ewę (zapewne był swatany) i jak to bywa w mitach rozwiązywane, "rzuciła na niego urok", zauroczyła go, a potem tam gdzie ona, tam i on". W ten sposób Pawlakowie byliby owocem wielkiej, autentycznej ma się rozumieć, namiętności.Patrząc jednak bardziej realistycznie, a pozwala mi na to historia mego dziadka po wielokroć przypominana mi przez ojca, który słyszał ją z ust swego ojca, "brak perspektyw rozwoju osobistego" był tego przyczyną. Ta zbitka proweniencji współczesnej łączy w sobie echo propagandy komunistycznej - brak perspektyw był cliche mającą wyjaśnić ruch ludności z miast do wsi - z echem współczesnego amerykańskiego indywidualizmu, próbującym dowieść, że za ludzkimi wyborami stoi potrzeba osobistego samorozwoju. Tymczasem mój dziad Jan wyjaśnił to mniej skomplikowanie: "było nas za dużo i nikt z nas nie miał nic". Przyjdzie nam jeszcze powrócić do tej kwestii Jana, gdy trzeba będzie wyjaśnić, że nie do końca odpowiadała ona prawdzie.Tak czy owak, mój dziad wyruszył w drogę do Siedlec, przemierzając ją na piechotę i boso. Idealny prototyp proletariusza! Jednego tylko nie można zarzucić - psychologia tkwiąca za takim tłumaczeniem jest zdecydowania mniej pokrętna i bogata od psychologii tłumaczeń współczesnych. W każdym razie dziadek Jan był bliższy prawdzie niż ci, którzy upatrują Ľródeł w mitycznej potrzebie osobistego samorozwoju.Postępuję przeto jak mój dziadek i stwierdzam - jego i mój prapraszczur wyruszył w swą drogę do Krzeska "bo było nas za dużo i nikt z nas nie miał nic". Co jak co, trzeba było to wiedzieć, a nie każdy potrafi to wiedzieć, no i szukać żony nie w Krzymoszach czy wioskach odległych od nich o rzut kamieniem, tylko jeszcze dalej. I tak oto pojawia się w historii Pawlaków z Krzeska pierwsza kobieta Pawlaków, nomen omen Ewa, Jagielak po ojcu.
Adam I był ojcem czterech synów. Zapewne było ich więcej, ale mam na myśli tylko tych, którzy dożyli wieku dojrzałego. Najstarszy, Kazimierz, i drugi w kolejności, Grzegorz, to protoplaści dwóch linii Pawlaków z Krzeska. Lecz tylko potomkowie Kazimierza wytrwali w Krzesku po kres XX wieku. Potomkowie Grzegorza po roku 1884 przenieśli się z Krzeska do Ługów Wielkich. Zajmę się tym faktem w odpowiednim czasie, chociażby dlatego, że przenieśli oni spuściznę w postaci imienia Adam do tejże wsi.
Z pozostałych synów, Paweł, przeniósł się na powrót do Krzymosz, jak się wydaje. Jeśli miał synów w dorosłym wieku, to nie wytrwali oni w Krzymoszach. Sprawdzenie tego wymaga jednak prześledzenia ksiąg metrykalnych parafii sąsiednich, w owym czasie były to Mordy, Hadynów i Próchenki. Pruszyn zdołałem już wykluczyć. Na to zajęcie przyjdzie jeszcze czas.Jakub, czwarty syn Adama I, także nie ostał się w Krzesku. Wraz z rodziną gdzieś się przeniósł, tyle że krąg poszukiwań musi rozszerzyć się o dwie kolejne parafie - Międzyrzec Podlaski i Trzebieszów.Cóż! "Bo było nas za dużo i nikt nie miał nic".
Grudzień 2010 r. Spotkanie Pawlaków w Krzesku, od lewej Marian, Maria( z męża Dziedzic) i Krzysztof Pawlakowie.
Część III. Niepewność.
Gdy umiera się będąc protoplastą, jak było to w przypadku Adama I, pierwszego Pawlaka w Krzesku, czy myśli się co się zostawi po sobie? Czy mówi się synom, dwóm, którzy pozostali, by dali wnukowi imię po sobie? Brzmi to z punktu widzenia psychoanalitycznego całkowicie nieprawdopodobnie. Co zaczyna tradycję, nie tylko w wymiarze rodziny, ale i w wymiarze uniwersalnym?
OdpowiedĽ zdaje się prosta - to śmierć, nie byle jaka i nie byle kogo. Adam I był po prostu pierwszy i pamięć o tym została wpojona w ród przez dziedziczenie imienia - jak to z resztą bywa w zwyczaju do dziś, ale obecnym tylko w niektórych rodzinach. Nie wiem, czy Adam I z Krzeska był równocześnie Adamem I w Krzymoszach, ale nie był jedynym. Jego pozostały w Krzymoszach, znacznie młodszy brat Maciej, zmarły w Stoku Lackim w roku 1837 (wyjaśnia to zniknięcie Pawlaków z Krzymosz), miał syna o tym samym imieniu. Po Macieju pozostał jeden dorosły syn, Jan, który przeprowadzając się do Stoku (parafia Pruszyn) około 1830 roku zmienił nazwisko na Michalak, czyli takie, jakie nosiła jego matka Apolonia, dawno już nieżyjąca.I oto w Krzymoszach, analogicznie jak w Krzesku, istniała tylko jedna rodzina Pawlaków mająca za praojca Szymona. Nie sposób przeto wykluczyć, że Szymon wraz z małżonką osiadł był w Krzymoszach jako „element napływowy”, może przybył wraz ze swym właścicielem, nowym zarządcą, czy wprost właścicielem majątku? Do odpowiedzi na to pytanie konieczna jest analiza stosunków własnościowych na tym terenie. Jeśli Adam I, jego syn, osiadł we wsi żony, to na pewno Szymon tak tego nie zrobił. Rodzina żony w parafii Zbuczyńskiej nie występuje. Najpewniej też Adam, prawdopodobnie pierwsze dziecko tej pary, nie urodził się na terenie tejże parafii. Jeśli Szymon przybył do Krzymosz z parafii ościennej istnieją szanse na poznanie jego miejsca pochodzenia, jeśli z parafii odleglejszej, szanse takie istotnie maleją, nawet jeśli wiemy, że nazwisko Pawlak występuje w Ľródłach od 1650 roku. Wszystkie znane mi dorosłe dzieci protoplasty brały ślub w parafii Zbuczyńskiej.
Powracając wszelako do kwestii zmiany nazwiska, autor sagi znalazł się w dylemacie, czy uznać rodzinę Michalaków po Janie (miał on potomstwo), do śmierci określającym się jako Michalak alias Pawlak, za ród Pawlaków, czy ród Michalaków.(Krzymosze to matecznik rodziny Michalaków, niebywale licznie w niej rozrodzonej, co przemawia za uznaniem jej za rodzinę tubylczą). Lecz bycie psychoanalitykiem do czegoś zobowiązuje. Jakie nie byłyby powody zmiany nazwiska, czy miał na pieńku z ojcem, czy był szczególnie przywiązany do matki, ten symboliczny gest zerwania pozostaje uszanować i uznać, że po Szymonie Pawlaku, urodzonym około 1731 roku pozostał tylko jeden Pawlak, właśnie Adam I, urodzony około 1752. Ciekawostką jest też to, że siostra Adama, urodzona około 1761 roku Łucja, wyszła za mąż za chłopa pańszczyĽnianego z Krzeska, Franciszka Dziedzica, co pobudza tylko wyobraĽnię, gdy chodzi o odpowiedĽ na pytanie - dlaczego Pawlak Adam I osiedlił się w Krzesku. Niestety na razie nie wiem, w którym roku był ślub Łucji, a w którym Adama. I gwoli uzupełnienia, Łucja po śmierci męża przeniosła się spowrotem do Krzymosz, wsi swych rodziców. Zmarła tamże jako ostatni przedstawiciel Pawlaków w Krzymoszach 20 sierpnia 1829.Nie da się dociec, czy umierając w lutym 1819 roku Adam I wiedział, że synowa jest w ciąży. Wiemy tylko, że 23 września urodził mu się wnuk, co zapoczątkowało tradycję wśród Pawlaków - dziedziczenie imienia protoplasty. W chwili śmierci przetrwanie Pawlaków wisiało na włosku. Adam I miał wtedy tylko dwóch wnuków, starszego Michała, urodzonego w 1806 syna Kazimierza, oraz Karola (jedyny Karol wśród Pawlaków), urodzonego w 1814 syna Grzegorza. To byli jeszcze chłopcy. Nowonarodzonemu wnukowi bardziej groziła śmierć niż przeżycie. Dwóm synom Adama, którzy ostali się w Krzesku, wieku dojrzałego dożyli: dwóch synów i córka w wypadku Kazimierza i syn oraz córka w przypadku Grzegorza. Reszta dzieci umarła w wieku dziecięcym.O kobietach Pawlaków wypadnie mi napisać w oddzielnej części, ale muszę wspomnieć tu o matce nowonarodzonego Adama II i zaraz potem osieroconego przez ojca (Kazimierz umarł w lutym 1820). Agata ze Zbuckich została sama z trojgiem dzieci, w tym niemowlę. W tym miejscu chciałoby się odwołać do tego idyllicznego mitu wspólnoty wiejskiej, co to wspiera potrzebujących i nie zapomina o poszkodowanych. To nawet miłe, ale na ile prawdziwe? W każdym razie w aktach metrykalnych znajdujemy tajemniczy zapis o śmierci jeszcze jednej córki pani Agaty. Konstancji zmarło się w roku 1827 w wieku 4 lat. Była córką Agaty i Kazimierza. Tyle, że nie żył on od 3 lat. A więc dziecko nieślubne? Koszt przetrwania i pomocy? A czemu nie?
C'est la vie!
Część IV.
Co począć, gdy życie skąpi łask? Gdy z nagła wali się na głowę? Trudno jest nam wyobrazić sobie nawet ten szokujący nadmiar braku łask, który musiały przeżywać rodziny sprzed 200 lat. Pani Agata została sama z ledwo dojrzewającym chłopcem, 8-letnią córką Marianną (ile to ich było, tych Mariann, w tamtych czasach - wychodzi mi, że na każde 3 córki, dwie dostawały imię Marianna; coż, z bojaĽni przed gniewem jednej Marii Panny), i niemowlęciem. Nikt nie mógł przewidywać, że od zrządzenia losu zależy istnienie piszącego te słowa Krzysztofa, jedynego Pawlaka o tym imieniu. Szansa przeżycia Adama II była równie mała, jak każdego innego niemowlęcia w Krzesku w trzeciej dekadzie XIX wieku. Z mych pobieżnych statystyk wygląda na 20-25%.Na co mogła liczyć pramatka Agata? Na szwagra Grzegorza, rzec można, ale on też nie był w sytuacji optymistycznej. Karol, jedyny jego syn, ocalał z "zagłady niewiniątek-niemowląt" i jako chłopiec w ledwie dzisiejszym wieku szkolnym był tylko nadzieją. Jego rodzicom pozostawało tylko niestrudzenie płodzić kolejne szanse. Te szanse umierały jedna za drugą zanim zaczęły dobrze mówić. Ten fatalizm losu był doprawdy morderczy, a napewno nieczuły. Nie dawał nawet czasu na zapłakanie, zmuszał do produkowania następnych szans. Kim przeto byli w tamtych czasach rodzice? Bezdusznymi robotami? Zahartowanymi w boju istotami, którym brak czasu powodował, że nie doświadczali tak nagminnej dzisiaj "depresji"? To może przynajmniej doświadczali smutku? Ach, żeby przynajmniej to wiedzieć! Lecz by to wiedzieć musieliby ci bliĽni pisać, ale nawet gdyby umieli, musieliby mieć czas, bo nie da się pisać, gdy brak jest wolnego czasu. Brak wolnego czasu to zmora mych przodków, zwykłych pańszczyĽnianych chłopów. Pewne natomiast jest to, że w takich warunkach nie mogli mieć nerwic. Ale czy jest to pocieszenie? Pani Agata mogła liczyć na swą rodzinę pochodzenia. Lecz tylko wtedy gdy zamieszkiwała Krzesk. Rodzina Zbuckich nie wiodła się z Krzeska, podobnie jak na przykład Krze(w)scy. Mieszkała na całym terenie parafii zbuczyńskiej, ale także międzyrzeckiej i próchenczyńskiej. Do dziś nie znam rodziców Agaty, ale ponieważ poszlaki wiodą pramatkę z dziećmi do dworu w Wesółce, to należy założyć, że w Krzesku rodziny nie posiadała. Tam to możliwe, że zaszła w swą ostatnią ciążę, o czym nadmieniłem w części III, po czym powróciła do Krzeska. Miała 35 lat, mogła urodzić jeszcze dużo dzieci, ale wtedy jak i dziś wdowa z trojgiem dzieci, a być może i z bękartem, szczególnie w cenie nie była. Jeżeli o czymś myślała przed zaśnięciem, to raczej o tym, jak odjąć sobie ciężarów, by minimum szczęścia przy sobie zatrzymać. Tak widzę powód, dla którego 18-19 latkowie byli wiązani węzłami nierozerwalnymi przez dogadujących się rodziców. O szalonych skutkach takich działań przyjdzie mi jeszcze napisać, bo są rzucającą się cechą życia mych przodków. Lecz teraz jesteśmy w roku 1825, a dokładniej w maju. Nie wiem czy padało wtedy, czy może świeciło słońce i kwitły kasztanowce, ale wtedy to gołowąs Michał brał ślub z panną z Zawad o rok starszą od niego. Panna miała rzadkie, a piekne imię Józefata, i pochodziła z rodu Kucharczyków, jeśli przyjąć za dowód zapis w akcie ślubu. Jeśli, bo w tym samym akcie jej ojciec Marcin figuruje jako Kucharczuk (o tych obocznościach w nazwiskach pisałem w części I). Więc raczej pierwotnie pisała się Kucharczuk. Młodzi założyli, raczej nie wiedzeni namiętnością (romantyczne fantazmaty zostawmy dobrze urodzonym), swą rodzinę - kolejną nieszczęśliwą. Większość ich dzieci zmarła. Być może ocalała tylko Aleksandra, a jeśli Wojciech, Grzegorz i Jan nie zmarli byli także, o czym zapomniano zgłosić (zdarzało się tak czasami), to przenieśli się za swymi żonami do żoninych parafii i śladu w Krzesku nie zostawili. Czy znajdę ich ślady badając dalej akta? O ile będę miał szczęście.
A może najęci jako słudzy ruszyli w Polskę z nowymi swymi panami? Nie można tego wykluczyć jak uczy przykład innego Pawlaka.Jan Pawlak pojawia się niespodziewanie w Krzesku w tymże 1825 roku jako sługa kogoś, kto wybrał się do Krzeska z Wierzejek. Kim był ten pan nie sposób dociec, ale wiadomo, że Jan urodził się w parafii trzebieszowskiej z ojca Michała. W Krzesku nie był Jan ani jego pan chwilowo, ani też przejazdem. Jan osiadł i w roku 1828 wziął ślub z panną z Wesółki, Agnieszką z Pasiaków, oczywistą tubylką. Jan stał się w ten sposób przodkiem Pawlaków z Wesółki. Nie był on spokrewniony z "moimi" Pawlakami. Ta rodzina z Wesółki wymarła pod koniec XIX wieku. Ale ten przykład pokazuje jedną z dróg wyprowadzania się chłopów z rodzinnej parafii, a jeśli wyprowadzenie się takie było do parafii odległej, to możliwość natrafienia na ich ślad bliska jest cudowi.Tak czy owak rodzina Michała znika z Krzeska wraz ze śmiercią ich założycieli, Michała w roku 1859 i Józefaty w roku 1861.
Wraz z ożenkami los pani Agaty pewno się poprawiał. Nie wykluczone nawet, że wydając w 1832 swą córkę Mariannę za mąż, połączyła rody Pawlaków i "jej" Zbuckich. Mężem Marianny stał się bowiem Stanisław Zbucki, być może młodszy brat pani Agaty, o 20 lat od jej córki starszy. W takiej sytuacji ojcem Agaty byłby Maciej, ale to wymaga dalszych badań. Na początku 4 dekady wieku XIX Michał nie miał żyjących synów, Adam wyrastał akurat na młodzieńca, a Karolowi szukano żony. Przyszłość Pawlaków była wielce niepewna.
V. Nadzieje
W połowie lat 30-tych XIX wieku dorastało młode pokolenie Pawlaków w Krzesku. Adam II, prawie pogrobowiec Kazimierza, zbliżał się do wieku, w którym starano się jak najszybciej znaleĽć żony dla ledwo co dojrzałych młodzieńców. Nie ma co ukrywać, przejście "na swoje" było oczekiwane i czuć wyraĽnie w tym parcie na takie rozwiązanie. Widać, że szybkie usamodzielnienie było oczekiwane i musiało dawać jakieś korzyści. Młodzi nie przechodzili ot tak sobie na swoją siedzibę. Najczęściej mieszkali w domu rodzica siedząc na komornem. Za to pracowali na swoje utrzymanie nie dostając od rodziców dosłownie nic, no może opiekę nad wnukami. Prawie za darmo siła robocza. Dziś tymczasem patrzymy z nostalgią na rodziny wielopokoleniowe, tęskniąc za taką odmianą. Czy jednak naprawdę jest czego zazdrościć?
W przypadku Adama II, półsieroty, sprawy miały się jednak inaczej. Jego szybki ożenek był rodzajem wybawienia dla matki. W 1832 roku wydała za mąż swą jedyną dorosłą córkę, więc szybki ślub Adama dawał nadzieję na pojawienie się głowy rodziny, kogoś kto weĽmie odpowiedzialność za matkę, skoro w owych czasach nawet z tyłu głowy nie tliła się myśl o emeryturach. Adam zatem był wielką nadzieją, że losem jego matki nie będzie udanie się gdzieś, gdzie kątem przy kimś będąc dożyje swych dni sprzątając, przygotowując strawę, czy niańcząc czyjeś dzieci, szczęście gdy u kogoś z rodziny. Jeszcze 100 lat póĽniej zwano taką formę :umową na dożywocie". Syn mógł gwarantować pani Agacie, że skończy swe życie stając się babcią. Tak czy owak nadzieje mogła pokładać. Jak pokazał czas wnukami niewiele zdążyła się nacieszyć. Agata ze Zbuckich, moja prapraprababcia umarła w Krzesku w 1844 roku.
Zostawiamy na czas jakiś Adama II, bo przecież nie był on w owym czasie jedynym Pawlakiem. O rodzinie Michała pisałem ostatnim razem, a ponieważ nie zapisała się ona w historii ani Krzeska, ani Pawlaków i do dziś nie wiem, gdzie podziali się jego synowie, skoro nie nie ma o nich śladu w księgach metrykalnych parafii zbuczyńskiej, przyjmuję, w najlepszym razie są praojcami Pawlaków w innych parafiach. Rzecz jednak dotyczy Pawlaków krzeskich i to o nich jest opowieść.
Gdzieś w pobliżu domu Adama II mieszkał też Karol, jedyny syn Grzegorza, brata Kazimierza. W pobliżu, bo we wszystkich czasach ludzie starali się żyć racjonalnie i z tego powodu sądzę, że nie stawiali swych domów w sposób chaotyczny. Numeracja ich podawana przez księgi pierwszej ćwierci XIX wieku każe sądzić, że Adam II i Karol mieszkali niedaleko siebie.(z resztą podobnie jak jest w Krzesku do dzisiaj – opuszczone, obumarłe domostwa Pawlaków stoją niedaleko siebie).
Braci stryjecznych nie dzieliła na tyle duża różnica wieku, by nie sądzić, że spędzali dzieciństwo razem. Co robili, z jakimi myślami się budzili, a z jakimi zasypiali, nie dojdziemy do tego. Czy są one jednak porównywalne z naszymi, o ponad sto lat póĽniejszymi niż ich? Zapewne gdy Karola swatano, bo czy chciał brać ślub?, jego ojciec już nie żył. W moim zamyśle nie jest używanie żargonu historyków-genealogów, ale tym razem się temu nie oprę. Grzegorz zmarł między 1829, gdy urodziło się mu ostatnie dziecko, a 1836, wtedy Karol wziął ślub i był wtedy Grzegorz wspomniany jako już nieżyjący. Najpewniej zmarł poza parafią zbuczyńską, sądzę że jakieś 2-3 lata przed ślubem Karola.Wybranką Karola - tak zwykło się mówić współcześnie - została panna z Krzeska, Konstancja Pasiakówna. Niewiele na jej temat można powiedzieć, a to tylko z tego powodu, że ród Pasiaków nie jest przedmiotem moich ślęczeń nad dokumentami. Wiadomo napewno, że Konstancja urodziła Karolowi 3 dzieci. Adam III urodził się w ponad 2 lata po ślubie, co jest niezwyczajnym zjawiskiem dla tamtych lat. Zwykle dzieci kobiety zaczynały rodzić w pierwszym roku po ślubie. Przyglądając się kolejności narodzin zauważamy, że Katarzyna urodziła się 3 lata po ślubie, a trzecie w 8 lat po. Jan urodził się w maju 1844 i zaraz po tym, w lipcu umiera Karol, powtarzając drogę stryja Kazimierza. Karol miał zaledwie 30 lat, zdaje się, że był po prostu chorowity. W swym krótkim życiu zdążył stać się przodkiem drugiej rodziny Pawlaków z Krzeska, która jednak po 1884 roku opuściła rodową wieś przenosząc się do Ług Wielkich. Do tego tematu przyjdzie nam jeszcze wrócić.Pierwsi Pawlakowie krzescy nie należeli do rodzin witalnych, wyraĽnie nie byli obdarzeni tężyzną fizyczną. Kazimierz żył lat 40, Karol 30, Grzegorz 40. Jak się okaże dalej Adam II nie różnił się zbytnio od tego wzoru.Karol zostawił żonę Konstancję z trojgiem małych dzieci. W 9 lat póĽniej Konstancja wzięła ponownie ślub z przedstawicielem rodziny Żuków. Czy dwoje młodszych w tym czasie żyło, nie wiadomo. Znikają z akt, a może życie rzuciło ich poza rodzinny Krzesk? Z pewnością został w nim Adam III, stając się z czasem przykładem społecznego awansu, ale o tym kiedy indziej.
Część VI
Zwyczaj swatania, choć zdaje się nie w zinstytucjonalizowany sposób, obowiązywał bezdyskusyjnie. Z resztą i dziś pokazuje tu i ówdzie swoją użyteczność – rodzice do dziś rezerwują dla siebie możność oceniania wybranków. Prawie 200 lat temu sprawy musiały być zdecydowanie bardziej zrytualizowane. Pomimo romantycznego czasu, życie pozostawało, jak zawsze, nieromantyczne. Pomyśleć można, że młodzi przypadają sobie do gustu, mają się ku sobie i to może wystarczać za argument przemawiający do rodzin. Aliści nie ulegajmy romantycznym miazmatom, tak hołubiącym namiętny wymiar miłości. Gdyby namiętność była w grze, ilość dzieci nieślubnych byłaby zdecydowanie większa, lub co najmniej duża ilość dzieci rodziłaby się w pierwszych 6 miesiącach małżeństwa. Tak jednak się nie działo. W rodzie Pawlaków w przeciągu 100 lat zdarzyły się tylko trzy takie przypadki, ani mniej ani więcej niż w innych rodach, niezależnie od ich społecznego statusu.
Rodziny się w tych sprawach po prostu dogadywały. Ale kto konkretnie? Ojcowie? To brzmi paternalistycznie, tym niemniej nie odbiera to owemu stwierdzeniu waloru prawdziwości. Wszelako Adam II nie miał ojca. Czy to matka wzięła sprawy w swoje ręce? A może to pewnego dnia, z początkiem 1838 roku, pojawił się w domu (z dzisiejszego punktu widzenia należałoby powiedzieć domku), należy tak sądzić, Michała, znacznie starszego Adamowego brata, pan Jan Trochymiak. Ktoś pomyśli, że śmiała to hipoteza. Może i śmiała, lecz zakładam, że dorosły syn pani Agaty wziął ją do siebie wraz z młodszym bratem, mieszkał przecież w tym samym domu co jego ojciec Kazimierz.
Jan Trochymiak to przyszyły teść Adama II. W opisywanych przeze mnie czasach była to już wtedy bardzo rozrodzona rodzina krzeska. Nawet wiedząc, że niektóre imiona były bardzo popularne, vide Marianna, oraz że świadkowie narodzin często podawali alternatywne nazwiska matek dzieci, to i tak ród Trochymiaków reprezentowało około 10 rodzin (najlepszy dowód, że pochodzi on co najmniej z XVII wieku). Próbując rozstrzygnąć kwestię, kto do kogo udał się z układami małżeńskimi, wybieram opisywany wariant. Rzecz gustu. Przyszedł zachwalać, bo przecież trudno byłoby dogadać się bez tego, swą córkę Katarzynę, rówieśnicę Adama. By nie za bardzo popłynąć z nurtem tej fantazji skończę na tym, że układy zakończyły się najpewniej latem. Potem formalności, których głównym punktem były trzy zapowiedzi i pod koniec paĽdziernika odbył się ślub.
Mój prapradziadek Adam i praprababcia Katarzyna przystąpili natychmiast do trudnej, ale miejmy nadzieję przyjemnej, pracy płodzenia potomstwa. W okresie od 1840 do 1864 roku dali życie przynajmniej czternaściorgu dzieciom, lecz prawdopodobnie było ich o dwoje więcej. Większość z nich zmarła wcześnie, wymieńmy mi znane: Konstancja, Marianna, Ewa, Jan, Jan II, Petronella, Michał, Franciszek, Aleksander. Ocalało z tego moru dziecięcego pięcioro. Trzy córki: Agnieszka, Aniela i Anna, oraz dwaj synowie, praojcowie dwóch gałęzi Pawlaków, którzy nie opuścili Krzeska przez następne 150 lat. Starszym z nich był Adam IV urodzony w roku 1845, młodszym Antoni urodzony w 1851. Młodszy z nich to mój pradziad.Agata Pawlak ze Zbuckich mogła umierać spokojnie. Dochowała się garstki wnucząt. Reszta już nie zależała od niej.
foto. Jan Pawlak w roku 1960 w swym ogródku. Razem z nim córka Jadwiga z córką oraz dwóch najmłodszych synów.
span style='color:orange'>Część VII. Okrzepnięcie.
Naprawdę zdumiewające jest zdać sobie sprawę, że można było kiedyś, dawno bo dawno, spędzić całe życie w jednym miejscu. Co temu miejscu do stolic? Co temu miejscu do małych nawet miast? Jedna wiejska droga, prosta jak droga światła w pustce, dwukilometrowa smużka wśród pól, a po obu jej stronach zabudowania. Tylko tyle. Na jej przejście wystarcza półgodzinny spacer, poczynając od styku z traktem Brzeskim, a kończąc nagle w polu, w kępie drzew. Miejsce to nazywa się przepięknie, to jedyny w swoim rodzaju eponim – Krzesk Królowa Niwa.
Niemniej zadziwiające jest, że autor tej opowieści, dziś w wieku dojrzałym, właściwie na granicy przejrzałości, pojawił się w nim dopiero teraz. Rzecz zrozumiała gdy weĽmie się pod uwagę fakt, że swego czasu, wiedziony jakimś mało spokojnym duchem, jego pradziad zabrał swą drugą żonę z dwojgiem dzieci i osiadł poza Krzeskiem w latyfundium międzyrzeckim hrabiego Potockiego. Czy wrócił do Krzeska, by tam umrzeć? Zapewne nie. Najpewniej grób swój znalazł na cmentarzu w Międzyrzecu, lecz nawet to musi pozostać tylko przypuszczeniem. Tak czy owak, po I Wojnie Światowej trzech synów Antoniego nie powróciło już do Krzeska – do pierwszego dołączył trzeci, a drugi do dziś stanowi tajemnicę, osiadając w przemysłowej Łodzi. Zawarł małżeństwo, ale dalsze jego losy nikną w masie łódzkich Pawlaków.Powracamy wszelako do Krzeska z połowy XIX wieku i rodziny prapradziada Adama II. Ten z całą pewnością nie ruszał się z Krzeska przez całe życie. Najdobitniej świadczy o tym ciąg urodzeń jego szesnaściorga dzieci, z czego trzynaścioro w nieprzerwanym ciągu od 1840 do 1857, a potem po 4 latach przerwy jeszcze trojga. Aliści 4 letnia przerwa jest zupełnie zrozumiała, zważywszy na to, że praprababka Katarzyna musiała być zmęczona nieustannym rodzeniem. Miała już 40 lat i organizm miał prawo zaprotestować, gdy w roku 1857 urodziły się bliĽnięta. Był to istny wysyp owoców tego związku. Tyle że zdrowych owoców było jak na lekarstwo. Żyło dwóch synów i jedynie ich dwóch dożyło czasów, gdy zakłada się własne rodziny, a także córka, której z niewiadomych względów (kalectwo?) nie udało się jej założyć, za to udało się dać życie córce, gdy miała już ponad 40 lat – nie sądzę, że córce chcianej. W ostatnim porywie kobiecej dojrzałości Katarzyna dała jeszcze życie trojgu dzieci, z których przeżyły dwie córki.Równolegle z rodziną Adama II żyła wdowa, żona Karola, Konstancja. Zapewne na wychowaniu miała jedynie syna, pierworodnego Adama III. Konstancji pisany był los zmarłej w tym samym roku co Karol Agaty, prapraprababki piszącego te słowa. 26-letnia wdowa, kobieta w kwiecie wieku z kilkuletnim synkiem – trudno o dotkliwszy los. Lecz Konstancji się powiodło. Czy to ze względu na urodę, czy to ze względu na już 15-letniego syna, nie została wdową do końca życia. Lecz jak to było w zwyczaju, z nowym swym mężem, szybko postarała się o jego ożenek, robiąc w ten sposób miejsce dla przyszłych swych nowych pociech.Można odnieść wrażenie, gdy piszę w ten sposób, że miłości w życiu ludzi w tamtych czasach było dziwnie mało, że życiem kierował nacisk na instynkt, nie nacisk na obiekt miłości. Chyba tak, bo jak inaczej wyjaśni się fakt braku małżeństw między ludĽmi, którzy już dzieci mieć nie mogą? Albo brak małżeństw zawieranych przez ludzi starszych? Chyba jednak nie brakiem miłości, tylko brakiem czasu na miłość, jak i brakiem czasu na amory, gdy życie jawiło się być tak krótkie. Wygląda na to, że robiono dzieci, że nasi praojcowie robili je tak intensywnie, byśmy mieli dzisiaj wystarczająco dużo czasu na gry miłosne i rozterki związane z wyborem partnera. W każdym razie nie odnoszę wrażenia, by wśród chłopów pańszczyĽnianych było miejsce na histerie miłosne i rozterki uczuciowe. Miłość rzadko dobrze udaje się w życiu, za to świetnie wychodzi w listach i książkach. Miłosny romantyzm to twór literacki i epistolarny, nie tyczy on analfabetów.Tak czy owak, w roku 1857, roku, w którym Katarzyna zaczęła łapać oddech przed kolejną porcją Pawlaczątek, Andrzej III zawarł był związek z Agnieszką Sidor. Z pewnością życzono młodym ludziom szczęścia i powodzenia, a także szybkiego dorobienia się dzieci. Oczywiście nikt nie mógł wiedzieć, że będzie to związek dotknięty nieszczęściem, jak wiele innych w tamtych czasach. Szczęściem w nieszczęściu jest aliści to, że byli to ludzie zahartowani w znoszeniu nieszczęść, nie nawykli do załamywania się. W wiele lat póĽniej do Adama III szczęście się uśmiechnęło.
Nastał rok 1864 – chłopi dostali ziemię na swą własność – co z tego, że z woli wystraszonego cara? Dokumenty uwłaszczeniowe, pierwsze „coś” w życiu chłopów, poświadczają, że właścicielami ziemi było w Krzesku dwóch Pawlaków, dwóch Adamów, choć żyło w tym czasie Adamów trzech. Z całą pewnością mowa w nich o Adamie II i III. Adam IV (ur.1845), założyciel starszej odnogi Pawlaków krzeskich, nie mógł mieć ziemi, albowiem żył jeszcze jego ojciec Adam II. W dokumentach uwłaszczeniowych uderza brak synów Michała, starszego brata Adama II – sam Michał już nie żył. To dowód albo na ich zejście ze świata, albo wyniesienie się z Krzeska. Lecz dwie linie Pawlaków pozostawały w nim nadal. Adam III mógł liczyć na to, że doczeka się sukcesorów. Adam II miał ich nawet dwóch. Lecz niedługo cieszył się posiadaniem ziemi. Niespodziewanie dla wszystkich, bo raczej nie z powodu choroby (chyba że wyjątkowo krótkiej), zmarł.Był rok 1866. Adam IV spokojnie przejął własność. Był nadal kawalerem. Piętnastoletni brat Antoni mógł już wspomagać rodzinę, i z pewnością tak czynił, swą pracą. Podobnie 26-letnia siostra Agnieszka. Dwoma najmłodszymi, Anielą i Anną, pięcio i dwuletnią, zajmowała się matka. Można było widzieć światło w tunelu.
Część VIII
Gdy czyta się wpisy do ksiąg metrykalnych z XIX wieku, mając przy okazji to szczęście, że zachowały się one w komplecie, po pewnym czasie narasta wrażenie czegoś stale obecnego w życiu zwyczajnych ludzi wiejskich. To realizm. To uporczywe, nie do zatrzymania pojawianie się tego i owego, zawsze w tym samym miejscu i tym samym czasie. Pory roku, wschody i zachody słońca, dnie i noce, a właściwie brzaski i zmroki, kwietniowy rechot żab, wrześniowe babie lato – to odmierzało czas. Niezmienny powrót czegoś, naprzemienne znikanie i pojawianie się, to ciągły kontakt z tym, co jawi się jako nie-martwe, zawsze nie-martwe, wiecznie żywe. Samo życie, rytm życia, w czym nie zna się strachu przed śmiercią, ale ma się trwogę przed życiem, przed wszystkim co zakłóca cykliczność narodzin i śmierci, przychodzenia i odchodzenia, wzlotów i upadków.Realizm rządził egzystencją pańszczyĽnianych chłopów. Ich przywiązanie do ziemi jest wtedy nie tyle wyrazem patriotyzmu, ile opieraniu się ryzyku zmian, niedopuszczaniu do zaistnienia zakłóceń. To konserwatyzm nie ideowy, ale pragmatyczny. Wszelako na gładkiej tafli rzeczywistości życia, równie nieuchronnie jak cykl przemian, pojawiają się tu i ówdzie zmarszczki. Niby z nikąd, niby bez sensu, ot, uwierające oznaki absurdu. Jest ich zdumiewająco mało w porównaniu do czasów współczesnych. No bo i gdzie szukać przejawów absurdu w tym życiu tak kontrolowanym przez rytm? Uderzający rytm to naprzemienność narodzin i śmierci, łatwo to wykazać. Zakłócenia tego rytmu? Przynajmniej dwa wchodzą w grę. Bezpłodność byłaby pierwszą zmarszczką. Zdumiewa jednak jak rzadkie musiało to być zjawisko. To antypody czasów dzisiejszych, gdzie płodność jawi się jako zmarszczka na zadowolonej z siebie materii codzienności. Dotychczas znalazłem tylko jeden dowodny przykład bezpłodności. Nie dotyczy on rodziny Pawlaków, tylko rodu z nią spowinowaconego, ale daje do myślenia przez sam fakt unikalności. Aliści skutków tego w życiu rodziny dotkniętej bezpłodnością można się jedynie domyślać. Drugą zmarszczką byłaby sytuacja, w której umierają wszystkie dzieci danej rodziny. Mam tu na myśli nie śmierć jedynego dziecka czy pary dzieci, ale śmierć wszystkich dzieci w rodzinie wielodzietnej.Taki przypadek dotknął ród Pawlaków z Krzeska. Adam III, ostatnia nadzieja Grzegorzowych Pawlaków, młodsze odrośle antenata Adama I założył rodzinę w 1860 roku wchodząc tym samym w cykl, brzydko nazywany reprodukcyjnym, a ładnie narodzin i śmierci. Masz żonę, to będziesz miał dzieci. Nic nadzwyczajnego, to najzwyczajniejsza rzecz pod słońcem. Jego kuzyn Adam II przeżył ten cykl przynajmniej piętnastokrotnie, ile zatem razy było pisane przeżyć to Adamowi III? Za niedługo miał stać się uwłaszczonym chłopem, gdy zostanie obdarowany ziemią przez cara. No dobrze, ale co potem? Miał być kolejną mrówką w tej niekończącej się serii mrówek-robotnic, uwijającą się w mrowisku aż po śmierć samą? Ten Adam nie miał nią być. Czy wiedział o tym zanim to zrozumiał? Czy chciał być innym?
Poświęcam tej postaci tyle uwagi, ponieważ życie jego potoczyło się inaczej niż innych Pawlaków, Dziedziców, Jagielaków, Trochymiaków. Coś musiało zostać czynnikiem sprawczym tego, że w 20-25 lat po ślubie, Adam III, syn Karola, objawił się jako w pełni wykwalifikowany kowal i zaraz potem opuścił z żoną Agnieszką Krzesk, by uprawiać swój fach w Ługach Wielkich. Nie musiał zabierać z sobą całego majdanu, na furę mógł zabrać wszystko co miał w domu, tych parę sprzętów zwanych wyposażeniem. Obok niego jechała żona. Nie wydaje się, by było to radosne małżeństwo. Z aktualnie znanych mi czworga ich dzieci nie żyło żadne. Czary goryczy dopełniła śmierć 15-letniego Michała, zaraz po tym jak zmarł 8-letni jego brat Bronek. Nie ma tu mowy o zarazie, przeciętna liczba zgonów w Krzesku w latach 1883 i 1884 nie odbiegała od przeciętnej. Prawdopodobne za to jest, że śmierć Michała była spowodowana wypadkiem. Tak reagują ludzie dotknięci niesprawiedliwym losem. Śmierć ostatniego dziecka, prawie dorosłego, uprawdopodabnia zaistnienie gwałtownych zwrotów w życiu. Opuszczając Krzesk zostawiał Adam ziemię ojca, cedując ją memu pradziadowi Antoniemu, najpewniej w dzierżawę, co skłoniło go zresztą do powrotu do wsi rodzinnej po 5-letnim pobycie w Łubach (o czym napiszę w stosownym czasie).
Frapujące jest zagadnienie w jaki sposób stał się bohater tej części kowalem. Do roku 1870 był on ojcem czworga dzieci – córki Katarzyny i trzech synów: Jana, Michała i Bronisława. Intrygują też dane urodzin. Katarzyna, najstarsze dziecko, 1862 rok, Jan 1864 (wpisanie w rytm idealne), ale zaraz potem widzimy Michała urodzonego w 1869 i Bronisława w 1875. Czy Agnieszka miała trudności z zajściem w ciążę? Choć nie można tego wykluczyć, to fakt, że Bronek nie urodził się w parafii Zbuczyńskiej, każe sądzić, iż przyszły kowal, po roku 1870 przebywał poza Krzeskiem. Czyżby uczył się kowalstwa? Odnalezienie aktu urodzenia Bronisława pozwoliłoby na odpowiedzenie na to pytanie. Dlatego nie można wykluczyć, że rodzinie Adama III i Agnieszki rodziły się jeszcze inne dzieci, które umierały w innej parafii. Idąc za tym domniemaniem można stwierdzić, że o ile się rodziły to i umarły. Adam przeniósł się do Ług tylko z żoną w kilka lat, raczej niewiele, po swym powrocie skądś tam do Krzeska. Michał i Bronek umarli w nim to bowiem.Przez 10 lat po tym wydarzeniu samotne małżeństwo mieszkało w nowym miejscu. Samotne, nie sądzę, że szczęśliwe z powodu braku dzieci. Adam III niespodziewanie owdowiał w roku 1895. Był to kolejny zwrot w życiu, na ile wszelako udany? Krzeską linię Pawlaków pozostało kontynuować w osobach Adama IV i Antoniego. Ten pierwszy nie czekał na starość. Niedługo po śmierci swego ojca wziął ślub z młodą wdową z Wesółki. Oboje mieli 24 lata. Był rok 1869. Na imię miała Marianna, z domu Filimon, po pierwszym mężu Marciniak.Ten drugi miał trudniej. W chwili ślubu brata miał 18 lat, lecz nie był na swoim. To zdeterminowało jego póĽniejsze losy.
Część IX. Wrośnięcie
Wraz z nieszczęściami rodzinnymi Adama III, które stopniowo przyczyniały się do opuszczania przez niego Krzeska, rosła siła i znaczenie kolejnego Adama. Pierworodny syn Adama II, dzięki zbiegom okoliczności wyrastał na kogoś, kto znaczeniem podobny był do swego pradziada Adama I, założyciela rodziny Pawlaków z Krzeska. Niespodziewana śmierć jego ojca, jeśli nie w wyniku jakiegoś wypadku, to w wyniku, jak to by dziś powiedziano „krótkotrwałej choroby”, uczyniła go jedynym spadkobiercą. Owdowiała matka z pewnością znalazła swe miejsce w życiu mogąc opiekować się dwiema siostrzyczkami. Starsza od niego siostra pozostawała w panieństwie pomimo zbliżania się do trzydziestki. Powody tego stanu rzeczy mogą być różne, ale tylko gdy patrzymy na to z perspektywy „wyzwolonego” człowieka XXI wieku, wieku, w którym wszystko się psychologizuje, w którym psychologia jest obowiązującym punktem widzenia. Wiek XIX rządził się nieco innymi zasadami. Małżeństwa były układane i raczej nie pozostawiano tych rzeczy biegowi spraw, instynktowej spontaniczności. Uroda jest ważna tylko, gdy istnieje zbiór zasad i zakazów. W swataniu co innego jest kartą przetargową, inny jest rozkład wartości. Kobieta reprezentuje to, co zyskują obie strony. Na jednej szali leży zysk ojca, który traci wraz z oddaniem córki ciężar jej utrzymywania; na drugiej zysk teścia uzyskującego jedną parę rąk więcej. Cóż, przez tysiące lat pozycja kobiet wiązała ją blisko z miejscem pieniądza w społeczeństwie, z kategorią zysku, kosztu, wartości dodatkowej. Z tego też względu, jak w przypadku targu niewolników, wzięcia nie miały tylko osoby niepełnosprawne, w ten czy inny sposób obarczone felerem. Agnieszka, bo to o niej mowa, na całe życie została panną. W 1883 roku dała życie kolejnej Rozalii Pawlaków, tyle że nieślubnej (pod koniec swego życia Rozalia wyjawiła imię swego ojca, które najpewniej znała od swej matki). Narodziny w 43 roku życia Agnieszki niespodziewanej siostrzenicy Adama nie były czymś naturalnym, a przez to bezproblemowym. Fakt narodzin, a właściwie istnienia Rozalii, zgłosił dopiero w 18 roku jej życia wuj Adam, pewno dlatego, by umożliwić wydanie jej za mąż.
Historia jest mową mężczyzn i dokonuje się dzięki mężczyznom. To oni zgłaszali fakt narodzin i śmierci, to oni byli tych faktów świadkami. Te i wiele innych zdarzeń istnieje tylko dzięki nim. Nie dotyczy to jednak wszystkich mężczyzn w równym stopniu. Paternalizm dziejów opisywany jest zasadą Jednego, Monokultury, primogenitury. Gdy umiera ojciec, jego miejsce przejmuje najstarszy syn lub najstarszy żyjący syn itd. A co z synami młodszymi? Albo ojciec coś im wydzielał, albo musieli sobie szukać miejsca w życiu. Decydowała wola tego jednego.
Gdy umarł Adam II, Adam IV stał się tym jednym. Jego brat Antoni był jeszcze niepełnoletni, jego losy zaczęły w jakimś stopniu zależeć od brata. Tylko czy brat chciał z tej pozycji paternalistycznej korzystać? Różnica wieku między nimi nie była aż tak duża, by Adam IV musiał być dla Antoniego „ojcem”. Z pewnością łączył ich rodzaj braterstwa, co za jakiś czas postaram się pokazać. Braterstwo tego rodzaju musiało jednak się zmienić z chwilą założenia przez Adama rodziny. Stanie się ojcem własnej rodziny zmienia wiele. Młodszy brat silnie związany ze starszym, siłą rzeczy zostaje zostawiony. Interes wspólny znika. Jak Antoni poradził sobie z tym problemem jeszcze zobaczymy.
Adam IV zakładając rodzinę nie wiedział jak ważną postacią dla Pawlaków się stanie, jak bardzo ugruntuje Krzesk w ich krwi. Zdaje się, że był to mężczyzna, w przeciwieństwie do dotychczasowych Pawlaków, witalny, który dobrze się czuł w roli Jednego, w roli ojca. Rzecz nie w tym, że urodziło mu się wiele dzieci – to była rzecz zwyczajna, nawet banalna. Rzecz w tym, że spośród gromadki dzieci (miał ich dziewięcioro i tylko póĽniejszemu wiekowi ożenku zarówno jego, jak i żony, należy przypisywać to, że nie miał ich więcej), zmarło tylko dwoje. To wyraĽnie odbiegało od dominującego jeszcze wtedy wzoru. Z pięciu jego synów zmarł tylko Michał, z czterech córek zmarła tylko Emilia.
Szczęśliwy ojciec czterech synów – tego dotychczas w rodzie Pawlaków nie było. Trzech z nich, kolejno według starszeństwa, Tomasz I (tak określony przeze mnie ze względu na równoczesne występowanie drugiego Tomasza, także pierworodnego, syna Antoniego), Andrzej i Edward na stałe wpisało się w Krzesk tworząc trzy rodziny Pawlaków Adamowych. Czwarty syn, przedostatni, Franciszek, jako jedyny z początkiem XX wieku opuścił ojcowiznę, by stać się pomocnikiem kowala, swego kuzyna Adama III, prosperującego w Ługach Wielkich.
Adam IV mógł czuć się prawdziwym seniorem i jak się zdaje był nim. Ród Pawlaków dzięki jego synom wrósł w końcu w tę ziemię. Umierająca w 1895 roku nestorka rodu, Katarzyna z Trochymiaków, matka Adama IV, jako pierwsza kobieta w tym rodzie, mogła nacieszyć się wychowywaniem wnuków i wnuczek.
Część X
Tymczasem gdy Adam IV budował swą rodzinę, pierwszy raz w dziejach Pawlaków krzeskich nie zagrożoną wymarciem, jego młodszy brat Antoni stawał przed dylematem. Początkowo mógł tego jeszcze nie odczuwać. W historii tego rodu wszystko zaczynało się tak samo – narodziny, a potem śmierć. Córka, znów córka, pierwszy syn – prawie co rok prorok. Trzy porody, dwie śmierci. Nic nie zapowiadało nagłej odmiany losu. Antoni mógł spełniać się jako brat. Ziemię po ojcu uprawiali razem, mieszkali w jednej chacie, jak na rodzinę przystało zgłaszał w parafii fakt narodzin bratanicy i bratanka, stawał się chrzestnym. Normalne koleje losu. Do połowy lat 70-tych nic nie zapowiadało, by Antoni stanął przed odpowiedzią na pytanie, co dalej? W chacie podobnej do dziesiątek innych w Krzesku zamieszkiwał Adam IV z żoną, najstarszym dzieckiem Katarzyną, ledwo narodzonym czwartym, Tomaszem, matką dwóch braci Katarzyną wychowującą dwie ostatnie córki, za niedługo nastoletnie, i w końcu dorosły już Antoni. Dla Antoniego zaczęło się stawać jednak za ciasno. Czas było także zacząć myśleć o żonie. Brat starszy, nawet najbardziej oddany młodszemu nie miał interesu w szukaniu dla niego żony. Jego własna rodzina się powiększała, miałby jeszcze brać sobie na głowę i pod wspólny dach kolejną? Nie było to w tamtych czasach czymś nadzwyczajnym, niemniej jednak sprowadzało młodszego do roli komornika u swego własnego brata i pozycji raczej bliższej parobkowi niż współwłaścicielowi. Można było mieć jeszcze nadzieję, że uprawiający w czasie nieobecności w Krzesku swego kuzyna Adama III jego ziemię Antoni, stanie się w jakiś sposób tej ziemi właścicielem. Pisałem wcześniej, że dotknięty tragicznym losem Adam III, tracący dziecko po dziecku, opuścił rodzinną wieś by uczyć się kowalskiego fachu. (Mija miesiąc, a mogę stwierdzić, że wszystkie przesłanki wskazują na to, że uczył się kowalstwa w Trzebieszowie). Antoni miał prawo wierzyć, że jego kuzyn do Krzeska nie wróci, a silne więzi rodzinne, zrozumiałe w obrębie małego rodu ciągle zagrożonego wymarciem (w posłowiu do sagi mam nadzieję o tym napisać więcej), sprawią, że ziemia Pawlaków pozostanie przy Pawlakach. Jak się póĽniej okaże, wiara taka miała realne podstawy. Nie ma przeto szczególnych przeszkód, by założyć, że Antoni mieszkał w obejściu Adama III mniej więcej od roku 1875 do 1879. Okazało się jednakże, że Adam III z rodziną postanowił wrócić do Krzeska. Wrócił, bo mógł w końcu czuć się szczęśliwy. Miał bardzo wzięty fach i dwóch synów ( a dodatkowo córkę), wcale nie w wieku niemowlęcym. Tak więc, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, znalazł się Antoni na zakręcie. W tym czasie jego starszemu bratu przybyły kolejne dzieci, w tym następny syn Andrzej, którego zachowana fotografia nad wyraz dokumentuje przynależność autora sagi do tego rodu.
Widoczki zimowe z Krzeska w kożuchu foto 1. Władysław Pawlak i jego żona, po prawej Mietek Starzyński. foto 2. od lewej Janek Jakimiak, Franek Kajda, Lutek Pawlak, Ziutek Mamcarz, Franek Żuk, kucnął Roman Dziedzic, w tle rowerem jedzie Władysław Pawlak.Antoni podjął decyzję – opuszcza Krzesk, a zatem zamieszka u swej przyszłej żony.
Opisywane przeze mnie zdarzenia, ten splot okoliczności, istny węzeł gordyjski można było rozwiązać tylko w sposób radykalny. Pradziad mój to zrobił. Lecz radykalne wybory pociągają za sobą radykalne konsekwencje niemożliwe do przewidzenia w chwili ich dokonywania. Decyzja Antoniego stanowiła signum różnicy, tak póĽniej wyraĽnej w historii dwóch linii Pawlaków. Adam IV zakorzenił „swych” Pawlaków „na amen” w Krzesku. Tak bardzo, że nawet w XXI wieku, ostatni z męskich potomków tej linii, osiadły w Warszawie Stanisław, prosił w ostatniej woli o pochowanie go w Krzesku. Tymczasem potomkowie Antoniego nie potrafili odnaleĽć się w gnieĽdzie rodowym i w około 40 lat po powrocie Antoniego do Krzeska ostatecznie po jego śmierci go opuścili. Dopiero prawnuk w mej osobie do niego zawitał.Lecz o tym za jakiś czas. Na razie jesteśmy w chwili, gdy Antoni opuszcza Krzesk i wyjeżdża do Łub, wsi niedalekiej, ale w innej parafii się znajdującej. PóĽniej część jego potomków z parafią międzyrzecką zwiążę się trwalej. Mamy rok 1880 i w Łubach Antoni w końcu bierze ślub. Zaczął 30 rok życia, poślubia Felicjannę Chmielewską. Świadkiem na ślubie jest brat Adam, kolejny dowód na istnienie silnych więzi rodzinnych, a jednocześnie argument za tym, że bracia nie rozstawali się w konflikcie. Wyglądało na to, że Antoni znalazł swe miejsce w Łubach. Mieszkał w nich nie niepokojony do roku 1885, dochowując się w tym czasie czworga dzieci, wszystkie żyjące. Rodziny Adama IV i Antoniego utrzymywały ze sobą cały czas kontakty i odwiedzały się. Nagle, w roku 1885 Adam III stracił ostatnich swych synów, i jak już pisałem, postanowił ostatecznie opuścić Krzesk. Tylko nie tak jak pisałem, nie był on wyjechał już wtedy do Ług Wielkich, ale najpierw z powrotem do Trzebieszowa, gdzie mieszkał przez kilka kolejnych lat wykonując zawód kowala i gdzie umarły pozostałe jego dzieci. W ten sposób zrobiło się miejsce w Krzesku, i dom i ziemia, dla Antoniego. Teraz on załadował swój dobytek i z rodziną objął opuszczone siedlisko Adama III. W Krzesku urodziły się kolejne trzy jego córki. Felicjanna po urodzeniu siedmiorga dzieci, z których zmarło tylko jedno, zaniemogła na nieznaną chorobę. Skończyło się jej śmiercią w roku 1895. Antoni, jak jego brat, mógł być szczęśliwy. Ojcował aż trojgu synom: Tomaszowi II (pierwszym był pierworodny jego brata), Ludwikowi i Michałowi i trojga córkom: Franciszce, Wiktorii i Stefanii. Miał 45 lat i czuł się na siłach, by żyć dalej.Pod koniec XIX wieku Pawlakowie byli silnie wrośnięci w ziemię, którą był wybrał 120 lat wcześniej ich praojciec Adam I. Żyło 9 męskich przedstawicieli i w końcu zaczęli stanowić liczący się ród.
Część XI. Dynastia
Każdy z ludzi w takiej czy innej formie odczuwa działanie losu, nawet gdy uważa się za absolutnego racjonalistę. Racjonalista żyje odpowiedziami, nawet na pytania przez siebie nie zadawane. Większość ludzi jednak żyje pod wpływem pytań, nawet gdy nie formułuje ich świadomie. Losu dotykamy dzięki pytaniom, na które odpowiedzi nie znamy.Los bywa różny, najczęściej przychylny lub nieprzychylny, ale w gruncie rzeczy liczy się tylko jeden los – ten, którego kowalem jesteśmy.Adam III, bo o jego rodzinie będzie tym razem mowa, sztuki kowalskiej zaczął uczyć się w Trzebieszowie. Pisałem już, że przez długie lata los wydawał się mu być przeklęty. Trwałość jego rodziny była stale zagrożona przez fatalizm śmierci dzieci. Chęć zbudowania podwalin dla utrwalenia istnienia rodziny jest wyraĽnie widoczna. Wyjechał z Krzeska tylko z córką, pierwszym swym dzieckiem. Lecz i Karolina skazana była przez fatalny los na śmierć. Zmarła tuż przed swym ślubem w wieku 19 lat.Agnieszka, żona Adama III, niczym Niobe, nic tylko opłakiwała kolejne odejścia swych dzieci. Nieszczęsna postać, która najpierw po radości (przecież możliwej) swego pierwszego wesela, zakończonego nagłą śmiercią jej męża, pana Marciniaka z Wesółki (a co, jeśli nie miała za sobą nocy poślubnej?), ponawia drugą próbę zrealizowania losu kobiet w tamtych czasach – zostanie matką. Do swego ostatecznego opuszczenia Krzeska pan Adam III utrzymywał z rodziną w rodzinnej wsi stały kontakt. Zdaje się, że nawet co roku przybywał do niego dla żniw. Tyle że w Trzebieszowie miał pracę w doskonałym fachu, wielce popłatnym. Zapewniło mu to inne miejsce w życiu wsi. W każdym razie praca na roli stawała się dodatkiem, coraz bardziej uciążliwym. Zostawianie co roku żony z nową porcją dzieci, z których kolejne też umierały, by obrabiać ziemię pozostałą w Krzesku, przypomina póĽniejszy los chłoporobotników. Po roku 1881 Adam, kowal wszelako, na żniwa zaczął przyjeżdżać z synem Michałem, kilkunastoletnim wyrostkiem. Czy wiedział czego chce? Czy jeszcze nie wybrał swej drogi? A może chciał zostawić schedę synowi? Nawet jeśli tak, to wszystko diabli wzięli, gdy w roku 1884 podczas żniw w Krzesku zmarł (najpewniej tragicznie) wyróżniany syn. To najpewniej przechyliło szalę i zdecydowało o daniu sobie spokoju z Krzeskiem. W Trzebieszowie miał żonę z rocznym synkiem Aleksandrem, o którego losy pozostawało się tylko bać (śmierć zabrała go także), oraz synka, siedmioletniego Franciszka, ostatnią nadzieję dotkniętej przez los rodziny. Ostatnia, bo Agnieszka miała już 46 lat.Między rokiem 1885 a jesienią 1894 Adam III był kowalem w Trzebieszowie, pracując i drżąc o życie Franciszka, jedyną pozostałą latorośl. Lecz nie zapominajmy, że los przychodzi także z pomocą. Niespodziewanie dla kowala, dwóch szlachetnie urodzonych mieszkańców Ług Wielkich złożyło mu propozycję zostania kowalem w ich wsi. W ich propozycji musiało być coś intratnego, bo już od początku roku 1895 widzimy nowego kowala z jego małą rodziną w Ługach Wielkich.Los zmierza do celu drogami niezwykłymi. W kilka miesięcy po przybyciu do Ług umiera Agnieszka i prawie 60-letni wdowiec, mając cały czas świadomość kruchości życia, zaczyna natychmiast szukać żony, ma się rozumieć młodej. W trzy miesiące póĽniej jest już mężem. Z pomocą przyszli ci, którzy go sprowadzili do Ług. Wyswatano go z córką szlachetnie urodzonego przedstawiciela rodu Cielemęckich, 25-letnią Stefanią. Awans z pewnością, ale w tamtych czasach już nie mezalians. Kowal był już majętny i zapewnić byt potrafił.Adamowi III pozostało jeszcze 13 lat życia. Prosperując w Ługach namiętnie płodził dzieci, mając w pamięci to, co spotkało go wcześniej. Spłodził jeszcze sześcioro. W pierwszym małżeństwie miał przynajmniej ośmioro (nadal pozostaje możliwość odnalezienia dalszych dzieci, zwłaszcza urodzonych w latach 1865-1869 i 1871-1875), z których przeżył, jak się wydaje, tylko Franciszek, następca w fachu kowalskim swego ojca i założyciel dynastii kowalskiej w Ługach, prosperującej przynajmniej do II Wojny Światowej. Z sześciorga nowych dzieci, dwóch synów umarło w dzieciństwie, dwóch innych, w tym kolejny Adam – Adam V Władysław – rozjechało się po świecie. Kolei ich losu nie da się już prześledzić bazując tylko na aktach. Ich śladów muszę szukać w Ługach i w Siedlcach, gdzie zmarła druga żona Adama III, kończąc życie u swej córki Marianny w roku 1954. Druga z córek, Zofia, zmarła w Tarczach w roku 1963, sama Marianna w Siedlcach w roku 1968. Adam III umarł 28.V.1909 roku w Ługach Wielkich. Narodziło mu się przynajmniej 10 synów i 4 córki. Po roku 1885 nigdy już nie zawitał do Krzeska. Ziemię po nim uprawiał mój pradziad Antoni, aż do czasu gdy upomnieli się o nią spadkobiercy w postaci dwóch synów Adama III, Pawła i Adama V. Fakt ten zmusił Antoniego do przeprowadzenia się wraz z moją prababką do ich córki Weroniki, mieszkającej niedaleko Krzeska w Żabcach, pierworodnego syna Antoniego, Tomasza, do przeniesienia się do Żaboklik, a mego dziadka do samych Siedlec. Po prostu, Pawlakowie po Antonim, nie mieli własności w Krzesku. Lecz to dalszy ciąg opowieści o Pawlakach.
II rozdział Sagi o Pawlakach z Krzeska na stronie: http://aleksandrowicz.ubf.pl/readarticle.php?article_id=71
Post Comment
Please Login to Post a Comment.