Articles Hierarchy
51. Pawlakowie z Krzeska III rozdział. Kliknij.
- 06 Nov 2011
- Saga o Pawlakach z Krzeska.
- 3934 Reads
- 0 Comments
O dalszym losie miała zdecydować wojna.
Część XXII. Wojenny song
Fascynujące jest obserwowanie ludzkiej pamięci. Widziana z innego punktu w czasie zaskakuje i czyni zrozumiałym istnienie tych wojenek co to są paniami, tych ech nostalgii za skrywanymi spotkaniami z pożądającymi się wzajemnie płciami, szczękiem karabinów, z których w końcu zezwolono mężczyznom w sposób sprawiedliwy postrzelać i to wcale nie na wiwat. Z pieśni wojennych i pamięci uczestników wyłania się obraz tysięcy Piotrusiów Panów, co to i dziewczyny podszczypią i rywali do podszczypywania ubiją – a dobrze im tak, psubratom!Jak na dłoni widać zaćmienie, poza którym skrywa się zapis traum wojennych, które my z innego punktu w czasie widzimy, ale z kolei w nich nie uczestniczymy. Spokojnie, bez obaw, a nawet krytycznie spoglądamy na świat za nami ufni, że nas to nie dotyczy i dotyczyć nie będzie.W podobny sposób Pawlakowie zapamiętali początek wojny. Znam to co prawda tylko z relacji Mariana, pierworodnego Jana, a mego ojca, którego pierworodnym mam zaszczyt i obowiązek być, lecz nic nie wskazuje, by pozostali z nich znacząco różnili się w swych opowieściach. Mamy zatem najpierw eskadry samolotów majestatycznie lecących hen gdzieś tam, w zorganizowanym szyku i jednostajnym mrukiem. Nieodłącznie towarzyszy temu ekscytacja w górę zadartych głów i namiętny podziw ludzkiej potęgi – doprawdy niesamowity widok! A zaraz potem wyłania się obraz domu zburzonego do fundamentów, nie dowolnego domu, tylko domu, w którym było to, co należało do Pawlaków. Tu kończy się sen o domu – dom przy ulicy Floriańskiej zniknął. To co zniknęło na zawsze, to wspomnienie bomb, zapis ich gwizdu i walących się ścian. Lecz tak właśnie musiało być.Zmasowany nalot bombowy na Siedlce miał miejsce 7 września. Ta data rozdziela historię Pawlaków w Siedlcach – szło ku dobremu, teraz miało być już tylko najgorzej. Tego samego dnia, w tym samym nalocie, zginęła moja babka ze strony matczynej, bo wybrała się do miasta, by zrobić zapasy prowiantu na czas wojny – cóż, zaradność zwyczajna, aczkolwiek absurdalna w chwili bombardowania. Czyż nie należało tego robić przed wrześniem? Należało, ale kto wierzył w taką wojnę? Jest przezorność i jest zaradność. Pierwszej zabrakło mej macierzystej babce, drugiej nie zabrakło babce ojczystej. Bombardowanie zniszczyło zapasy Pawlaków, o ile w ogóle zostały poczynione. Nie naruszyło za to ludzkiego wzięcia się w garść. Szybko pojęli naukę z tych wydarzeń płynącą, o wojnie bez granic i bez zahamowań. Szóstka Pawlaków, bo od miesiąca była na świecie kolejna córka, przemaszerowała nie mając nic oprócz siebie drogę brukową z Siedlec do Żaboklik, po drodze zabierając z domu pani Miłkowskiej i jej synów (obaj jako oficerowie brali udział w kampanii wrześniowej, co się z nimi stało nie zdołałem ustalić) pozostałą rodzinę. Przez następne dwa miesiące obejście rodziny Tomasza II stało się mini komuną, w której przyszło im żyć – niemała grupka, najmniej 20 osób.Wojna skończyła się szybko, bardzo szybko, co smutne jest dla morale Polaków, ale zbawienne dla mej rodziny. Samoloty przestały latać więc zapragniono wrócić do miasta. Ostał się przecież dom Miłkowskich, duża drewniana willa. Nie zdążono jeszcze poznać na nowo kąty, gdy okazało się jakie plany mają okupanci. Jak wszędzie w okupowanych miastach zaczęli organizować wkrótce dzielnicę dla swych oficerów. Wybór padł na dwie dzielnice, Starowieś i Nowe Siedlce (przedwojenną dzielnicę pracowników siedleckiego nadleśnictwa). Willa Miłkowskich została anektowana i Pawlakowie znów musieli zmieniać dom.Niestety naziści byli Niemcami tylko i zorganizowali im lokal zastępczy. Na rozkaz nowego zarządcy Siedlec powołali do istnienia siedleckie getto i nakazali Żydom opuścić swe mieszkania, domy, lokale. Hojność nowej klasy najwyższej sprawiła, że przydzielono im dwa lokale (bo było ich dużo) w drewnianym domu przy ulicy Starowiejskiej, niedaleko od SP nr.7 (tak, tak, SP mego dzieciństwa) i miejskiego „Multikina”. Nie ma dzisiaj śladu po tym domu, który aż do wyzwolenia stał się siedliskiem dla 12 osób.Ta część historii ściśle łączy się z historią siedleckich Żydów. To dzięki pamięci ojca mego, wtedy dwunastolatka, znam szczegóły likwidacji getta, gdzie w jednym miejscu po raz wtóry zbiegają się losy dwóch rodów, przecięciu się dróg których jestem owocem. W getcie tym albo w Treblince, ale co to zmienia, zginęła rodzina, której dwa lokale przechowały przez wojnę Pawlaków, ale także rodzina z Dziewul, która była ochraniana przez rodzinę mego macierzystego dziadka.To dzięki wybiórczości pamięci zawdzięczam też wspomnienie z rozstrzelania siedleckiej dziesiątki, słynnej siedleckiej kary za zabicie niemieckiego zarządcy miasta. W kilkanaście lat póĽniej wnikliwy obserwator egzekucji spotkał kobietę, której stryjkiem była osoba wplątana zawodowo w zorganizowanie udanego zamachu, i której przyszło być ostatnim dowódcą siedleckiego obwodu AK. Ta kobieta jest matką piszącego tę sagę.Pawlakowie w komplecie przetrwali wojnę. Rodzina została dobrze zorganizowana w tych czasach. Stała posada mej babci (była kucharką w kantynie oficerskiej niemieckiego garnizonu) zapewniała minimum egzystencji, dziadek był przez cały czas wojny woĽnym w SP nr.5, mój przyszły ojciec przez większość roku dorabiał jako pastuch w okolicznych wsiach, zapewniając kilka worków zboża i ziemniaków, a także innych płodów ziemi; córka, już nieżyjąca, Jadwiga, była, a czy miała wybór?, niańką dwojga młodszego rodzeństwa, Henryka i Teresy.Rok 1940 zrodził w życiu Pawlaków prawdziwą siurpryzę. Ni stąd ni zowąd dom nawiedziła prababka. Jak słuch głosił przebyła drogę z Żabców, przez Krzesk (kto mógł ją wtedy gościć?), ojczysty Bzów (czy ktoś tam ją jeszcze pamiętał?), do Siedlec. Przybyła do syna i nie lubiącej jej synowej. Tę samotną wędrówkę włóżmy między bajki – prababka Józefa była ociemniała. Najpewniej do Siedlec przywiozła ją, albo co najmniej spowodowała ten przyjazd, Weronika, starsza siostra mego dziadka; w tym to bowiem czasie zdecydowała się na wyjazd na roboty do Niemiec. Korzystała z okazji, by porzucić męża, z którym dzieci nie miała, i z którym od dłuższego czasu w związku nie była. W drodze na roboty towarzyszył jej nowy partner. Razem z nim postanowiła uciec od nieznośnej sytuacji. Dalsze losy Weroniki są mało znane – żyła jeszcze w latach 60-tych. Zmarła bezdzietnie, różne są wieści, w okolicach Świdnicy albo Sulęcina.Z pobytem prababki Józefy w Siedlcach wiąże się smutny koniec. Przekaz rodzinny stanowił, że w wyniku rozporządzenia władz okupacyjnych, osoby starsze (Józefa miała wtedy 78 lat) miały zostać oddane do przytułków opiekuńczych. Trudno jest zweryfikować tę informację, tym bardziej że psychologicznie lepiej zrozumiała jest sytuacja, gdy wymagająca stałej opieki osoba, nawet jeśli matka, zostaje przez rodzinę oddana do przytułku, a wersja o rozporządzeniu władz to zamaskowanie prawdziwych motywów. Potwierdzeniem tego są bezskuteczne poszukiwania przez dziadka informacji o Józefie tuż po wojnie. Prababka Józefa została oddana do przytułku przy ulicy Starowiejskiej, całkiem niedaleko domu, w którym Pawlakowie mieszkali. Pomimo powojennych poszukiwań, a także aktualnych poszukiwań własnych, losów Józefy nie udało się poznać. Prawdopodobnie zmarła w czasie wojny i została bezimiennie pochowana na cmentarzu Janowskim w Siedlcach.Wyzwolenie Siedlec kolejny raz zostawiło Pawlaków z niczym – „było nas za dużo i nikt z nas nie miał nic”.
Część XXIII. Nowe czasy
Lato 1944 roku zmusiło Pawlaków kolejny raz do opuszczenia Siedlec. Walki o ich wyzwolenie były krwawe, domy przy ulicy Starowiejskiej prawie w całości zostały spalone. Rodzina miała dokąd uciekać, ale uciekła z niczym. Spłonęły w całości meble i wyposażenie, które pozostawiły rodziny żydowskie, gdy wysiedlane były do getta. Kolejny raz nie ocalało nic, co pozwoliłoby spokojnie mieszkać. Najpierw w 1939 wszystko przepadło po zbombardowaniu domu przy ulicy Floriańskiej, teraz to samo dotknęło mieszkania pożydowskie, z których gościny Pawlakowie korzystali.Ucieczka, jak za pierwszym razem, nie była daleka. Znów rodzina w Żaboklikach przyjęła uciekinierów. Z tego okresu mój ojciec zapamiętał przykutego do siedziska Tomasza II, swego stryja. Był na coś poważnie chory, niedługo potem, może jeszcze w 1944 roku zmarł. Być może w zawierusze czasu tuż po wyzwoleniu nie odnotowano faktu jego zgonu, w każdym razie aktu do dzisiaj nie odnalazłem. Starszy syn Stanisław był już żonaty z żabokliczanką – z czasem miał zamieszkać w Siedlcach na ulicy Pułaskiego (to zadziwiające jak wiele lat mieszkali obok siebie moja ciotka, jedyna nieżyjąca jak na razie z rodzeństwa, Jadwiga, i Stanisław z synem Mieczysławem i córką Alicją, nic jakby o sobie nie wiedząc). Bezdzietne jego dzieci kończą tę linię. W roku 1945 ożenił się Piotr – ta linia też z powodu posiadanych córek kończy się wymarciem. Trzeci syn Bronisław po ślubie w 1956 roku osiadł w Pruszynie. Zdaje się, że wszystkie jego dzieci mieszkają w Siedlcach.Pobyt w Żaboklikach nie trwał długo. Warunki nie były sprzyjające, ot ciasnota. Po miesiącu, gdzieś we wrześniu 1944 Pawlakowie ponownie wyruszyli do Siedlec do domu pani Miłkowskiej. Nie zagrzali w nim długo miejsca. Nadwyrężona od czasów wojny, duża drewniana willa musiała ulec rozbiórce. Przez najbliższe pół roku dziadek Jan i mój ojciec szukali w pozostawionych przez Niemców Siedlcach mebli, bo znów nie mieli nic. ZnaleĽli je w szpitalu polowym raczej, który mieścił się w SP1. Stamtąd pochodziły łóżka i półki. Za chwilę jednak należało znów się wyprowadzać, bo wyburzano willę Miłkowskich. Przyszło, dzięki dyrektorowi SP5 czasów wojny, zamieszkać przy ulicy 3 Maja, tam gdzie dziś mieści się okazały budynek Akademii Podlaskiej, wtedy zabudowań koszar niemieckiej żandarmerii. Dziadek Jan Pawlak został znów woĽnym w szkole pana Szwarca.Nie był to koniec ciągłych przeprowadzek. Znów okazało się, że zabudowania koszar będą wyburzane. Miasto wskazało miejsce nowego pobytu, tym razem w pobliżu Muchawki, w miejscu zwanym od gęsich odchodów Gęsim Borkiem lun folwarkiem Limanowskiego. Był rok 1948. Tam to, wśród taborów cygańskich, obecnych jeszcze do końca lat 60-tych, znaleĽli Pawlakowie swoją przystań. Do dzisiaj mieszka tam nadal moja ciotka.
Kończę tę sagę w tym punkcie. Wiele jeszcze zostaje do opisania, choćby wspomnienia o moim dziadku. Zostawiam to książce, która szerzej zajmie się historią pewnego rodu, któremu przyszło nosić nazwisko Pawlaków. Ostatni wpis będzie jak aneks, który poświęcę na uzupełnienia, rozwiązanie niektórych zagadek i przedstawienie dokumentów. Postaram się także zasygnalizować kwestię pochodzenia Pawlaków oraz przypuszczalnej trasie ich wędrówki do miejsca zwanego Krzesk.
Część XXIV. Pawlakowie z Krzeska – aneks.
Wpisem poprzednim zakończyłem internetową opowieść o Pawlakach. Uznałem, że czasy powojenne pozostają jeszcze żywym rozdziałem historii, czyli jeszcze historią nie są. Nauczony doświadczeniem przy pisaniu internetowej historii mego rodu po kądzieli, gdzie żyjący już leciwi przedstawiciele rodu poczuli się zbyt poruszeni dziejami, nie będę kontynuował sagi o czasach współczesnych. Nie każdy jest gotowy na spotkanie z historią.Co innego pradzieje. Czy kimkolwiek mogą one potrząsnąć z groĽbą zakwestionowania ich pamięci? Odległa historia nie mieści się w pamięci, a jej dziedzictwo zajmuje mikroskopijnie mało miejsca. Za to zagadki przeszłości stają się fascynujące.Minie rok gdy zacząłem pisać sagę i przez ten rok me dociekania wzbogaciły się o nowe fakty, otwierając przy okazji nowe kwestie, stawiając nowe pytania, zmuszając do szukania tego co wcześniejsze i tego co gdzie indziej. Czy Pawlakowie z Krzeska na pewno wywodzą się z Krzymosz? Czy Adam I był pierwszym Pawlakiem z Krzeska? Jeśli Pawlakowie wywodzą się z Krzymosz, to skąd i kiedy tam się znaleĽli? A w końcu – jakie jest pochodzenie Pawlaków? Trzy pierwsze pytania odnoszą nas do wieku XVIII, czwarte do XVII. Co wiem na te tematy dzisiaj, a czego nie wiedziałem jeszcze rok temu?Zacznijmy od związku Pawlaków z Krzymoszami. W obrębie parafii zbuczyńskiej w ciągu XVIII wieku spotykamy Pawlaków w trzech miejscach – w Krzymoszach, Okninach i Krzesku Królowa Niwa. Pod koniec zeszłego roku dostępne mi informacje określały czas ich pojawienia się w tych miejscach następująco: Krzymosze rok 1730, Okniny 1762 i Krzesk 1779. Logiczne zatem było przyjąć, że migracja Pawlaków rozpoczęła się z Krzymosz. Wariant przybycia Pawlaków do Krzeska z parafii na wschód od parafii zbuczyńskiej szybko został odrzucony (w parafii hadynowskiej od XVIII wieku występują Pawlukowie, do początku XIX wieku będący wyznania unickiego, których nazwisko nie zmieniło się do dzisiaj, i których przedstawiciele żyją po dziś dzień w parafii Mordy). Logiczne w tym wypadku nie musiało oznaczać prawdziwe. Kazało jednak szukać ojca Adama I w Krzymoszach. To z kolei kazało widzieć tegoż w osobie Szymona, pierwszego urodzonego Pawlaka w Krzymoszach (rok 1733), lub następnych, Pawła i Bartłomieja. Rozstrzygnięcie tego zależało od określenia, maksymalnie ściśle, przybliżonej daty urodzenia Adama. Mogę to już zrobić – wszystko na to wskazuje, że Adam I urodził się w roku 1752 (brak pewności wynika akurat z tego, że lata 1749-1756 są jedynymi, których księgi parafialne zaginęły). Przeświadczenie to opiera się na dokumencie, którego fotokopię zamieszczam.Data ta wskazywała na Szymona jako jedynego możliwego ojca Adama. Lecz wniosek ten uległby zasadniczemu wzmocnieniu, gdyby było można dowieść związków Adama z Krzymoszami. Tak w międzyczasie się stało. Skan kolejny dokumentuje bez cienia wątpliwości, że na początku XIX wieku Adam I mieszkał w Krzymoszach. Nie wcześniej, albowiem w roku 1800 urodziło mu się jeszcze w Krzesku ostatnie jego dziecko. Po roku 1815 Adam powrócił do Krzeska, w którym umarł. Trudno jednak dociec co było powodem zamieszkania w Krzymoszach – może jakieś względy rodzinne?
PrzejdĽmy do kwestii drugiej. Wszystko przemawiało za tym, że Adam był pierwszym Pawlakiem w Krzesku. Ale tylko do czasu. Zupełnie niespodziewanie odnalazł się w Krzesku w roku 1742 wcześniejszy Pawlak, ba!, mój imiennik. Kolejny skan dowodzi istnienia Krzysztofa Pawlaka, który umiera w Krzesku w roku 1742 w wieku około 40 lat.Osoba tego Krzysztofa przez brak innych Pawlaków w Krzesku każe upatrywać w nim prawdopodobnego dziadka Adama. Kryterium wiekowe o tym przesądza. Znana jest także jego żona Anna, której występowanie w aktach dotyczących Krzeska pozwala na przesunięcie daty pierwszego pojawienia się Pawlaków w Krzesku na rok 1735. Wiek Krzysztofa w chwili śmierci, po uwzględnieniu 10-letniego zapasu, pozwala na określenie daty jego urodzenia na okres między 1697 a 1706 rokiem. To z kolei nie wyklucza, że Krzysztof mógł urodzić się w Krzesku, o ile urodził się przed 1701 rokiem. Staje się bowiem możliwe, że występujący tylko raz w aktach Jakub Pawlaczek (rok 1706) mógłby być z kolei jego ojcem (o ile przyjmiemy, że nazwisko Pawlak jest uproszczeniem miana Pawlaczek). To jednak krucha hipoteza. Fakt, że istniały związki Adama z Krzymoszami, uprawdopodabnia przypuszczenie pochodzenia Pawlaków z Krzymosz. Bez dostępu jednak do akt parafialnych pruszyńskich, zawierających szczegółowe dane od roku 1716, nie będzie możliwe zweryfikowanie tego domniemania. W każdym razie Krzysztof mógłby być ojcem Szymona, a dziadkiem Adama.Skąd pojawili się w Krzymoszach Pawlakowie? Fakt ich nie występowania w Krzymoszach, jak i w całej parafii pruszyńskiej, w latach 1716-1728, w którym to 1728 roku umiera pierwszy ich przedstawiciel, raczej przesądza o tym, że nie byli to rdzenni mieszkańcy Krzymosz (chyba że wyłonili się spośród Michalaków, co jednak jest nadzwyczaj mało prawdopodobne). Skoro tak, to musieli skądś do nich przybyć. Jak na razie wszystkie tropy prowadzą do parafii leżących na północ od parafii pruszyńskiej i mordeckiej. W poszukiwaniach dotarłem już do wieku XVII, w którym, jak się okazuje, na wzmiankowanych wyżej terenach nazwisko Pawlak występuje. To ważna konstatacja, albowiem nazwiska chłopskie w tym okresie należą do rzadkości, zgoła wyjątkowej rzadkości. Nawet jeśli występują, to nie zawsze są dziedziczone. Natomiast wśród osób pochodzenia szlacheckiego lub mieszkańców osad i mieścin, np. drobnych rzemieślników, są już oczywistością. To na terenach parafii paprockiej i przesmyckiej natykamy się ponownie na nazwisko, a raczej przydomek Pawlak. W przypadku parafii paprockiej chodzi o rodzinę Trębickich z Trębic Starych o takim przydomku, a w przypadku parafii przesmyckiej o Kamieńskich z Kamianki Lackiej z tymże przydomkiem. Pierwszy Trębicki-Pawlak objawia swoje istnienie w roku 1675 (akta parafialne paprockie notowane są od roku 1672), pierwszy Kamieński-Pawlak zaś w roku 1676 (skany odnośnych wpisów zamieszczam).
W przypadku Trębickich-Pawlaków odnalazłem już całkiem spore ich grono odnoszące się do lat 1675-1710, zapewne nie wszystkich. W przypadku Kamieńskich-Pawlaków jak na razie nie mam dostępu do ksiąg parafialnych z okresu wieku XVII i XVIII. Przypuszczenie, że ktoś z tych dwóch rodów o tym przydomku ma związek z niewiele póĽniejszymi Pawlakami z Krzymosz, pozostaje tylko wątłą hipotezą podpartą równie wątłymi przesłankami. Kończę tę sagę zapowiedzią, którą mam nadzieję spełnić, powstania książki o Pawlakach z Krzeska, która w znacznie szerszym zakresie się nimi zajmie, niż to miało miejsce na tej stronie. Nie kończę jednak związków swych z Krzeskiem, poznanym w końcu matecznikiem mego rodu. Rodami z Krzeska będę zajmował się w kolejnym cyklu – będzie zatem o początkach rodów, czyli mieszkańcach tych dwóch wsi w wieku XVIII.
Post Comment
Please Login to Post a Comment.